Kolejna niedziela witana bólem głowy. To kac, moralny. Kolejna kłótnia. Każde wyjście z Arturem tak się kończy. Jestem zbyt miła, albo, co gorsze zbyt oschła. Wczoraj poszło o to drugie. Poznałam jego najlepszego przyjaciela z liceum (kolejny szczerzący się gbur). Nie mogę zaprzeczyć, byłam nie miła i arogancka.
Dlaczego miałabym być miła? Wieczór spędzony w towarzystwie osoby, której nie znałam i znać nie chciałam. Gdy tylko wyszedł, Artur zaczął krzyczeć. Słowa potrafią ranić, nie mogłam tego znieść, więc wyszłam. Zadzwoniłam po taksówkę i tak wylądowałam u Marka. Miejsce na ziemi gdzie zawsze mogę się czuć bezpiecznie. Wbrew pozorom nie będzie tu pikantnych scen i oburzającej zdrady. Była gorąca kąpiel, zawsze czekający szlafrok i kubek doskonałej kawy.
Rano wróciłam do domu czekał na mnie z kolejnymi wyrzutami. Powiedział, że nie życzy sobie nocowania poza domem. Jak na kobietę w związkach jestem zbyt frywolna.
Dla niego jestem tylko ładnym dodatkiem, który nie wiedzieć czemu śmie się sprzeciwiać. Nie mogę tak po prostu odejść, nie mam siły by trwać w tym koszmarze. |